Ostatnio czytam w Internecie wiele oskarżeń pod adresem Boga, że gdyby był to nie umierałby dzieci, nie ginęliby w wypadkach młodzi  ludzie,  po prostu nie byłoby tego całego zła na świecie. W takich chwilach chciałabym powiedzieć tym ludziom, że za złem nie stoi Bóg i oczywiście już słyszę kolejne pytania : to dlaczego nie powstrzymuje takiego zła, nie czyni cudów? Na wszystkie pytania nie mam odpowiedzi ale wierzę, że Bóg często interweniuje w życie ludzkie i to w sposób, który śmiało można określać cudem. Niestety wtedy Ci, którzy często błagają o taki cud, raczej dziękują lekarzom i różnym okolicznościom niż żywemu Bogu. Ja o wszystkich rzeczach i tych mniejszych, i tych ogromnych, które dla mnie czyni Bóg pamiętam i zawsze jestem Mu wdzięczna.

     Był taki rok w życiu mojej rodziny, kiedy nieszczęścia nie szły parami ale grupowo. Któregoś razu mój mąż wraz z moimi dziećmi i mamą wybrali się na wakacje do naszej rodziny. Samochód mieliśmy od roku i kredyt za niego do spłacenia, ale mój mąż bardzo się cieszył z tego zakupu. Kiedy wyjeżdżali nie czułam, że coś może się złego w drodze zdarzyć, ale kiedy wracali ja cały wieczór modliłam się o ich szczęśliwy powrót. Miałam bowiem przeczucie, że coś im grozi. Uspokoiłam się dopiero, kiedy stanęli w progu naszego mieszkania. Wtedy mój mąż z moją mamą opowiedzieli mi o tym, że o mały włos a doszłoby do wypadku , bo jakiś młody kierowca wyprzedzał ich od strony … pasażera. Skończyło się tylko urwanym lusterkiem i strachem. Kiedy więc następnego dnia poszłam do pracy już o nic Boga nie prosiłam… i nagle telefon. Dzwonił mój znajomy, że mój małżonek miał czołowe zderzenie. Jechał wówczas do Kołobrzegu z naszym młodszym synem i moim siostrzeńcem. Cieszę się, że to właśnie ten znajomy zawoził mnie do Kołobrzegu (to bardzo spokojny i opanowany człowiek) bo było mi bardzo ciężko. Tym bardziej, że jeszcze nic nie wiedziałam co moimi bliskimi. Okazało się, że chociaż samochód nadawał się tylko do kasacji to wszyscy moi bliscy wyszli z tego tylko z drobnymi uszkodzeniami ciała. To był prawdziwy cud. Drugim cudem z tym związanym był fakt, że do wypadku doszło z winy mojego męża, nie zachował ostrożności przy wymijaniu- mógł za to stracić prawo jazdy, albo osoba poszkodowana z drugiego wozu mogła nas sądzić za uszkodzenie ciała (ten drugi mężczyzna miał uszkodzony mostek).  W sądzie okazało się, że drugi uczestnik wypadku to osoba znana w kręgach palestry, mająca duże wpływy. Tym bardziej niesamowite było to, że nie było pozwu cywilnego a mojemu mężowi zasądzono tylko grzywnę ale rozłożono ją na raty.

     Minęło zaledwie kilka miesięcy kiedy do naszej piwnicy włamał się złodziej i ukradł nowy rower, kosiarkę oraz głośniki, które wyjęliśmy z rozbitego samochodu, kolejna strata (chociaż na szczęście mniej bolesna), ale wkrótce okazało się, że w ramach ubezpieczenia należy nam się odszkodowanie. Nie pokryło ono w pełni strat, ale pozwoliło kupić nowy rower dla naszego syna (bo to była jego własność). W tym samym miesiącu musiałam udać się w podróż służbową do Krakowa. Ponieważ blisko mam rodzinę postanowiłam, że wyjadę dzień wcześniej, aby móc pobyć z moją siostra i jej dziećmi. Musiałam się przesiąść w Katowicach i właśnie tam „zderzyłam” się z pociągiem. Otóż wyjeżdżając z Koszalina pani w okienku zaproponowała mi, abym nie kupowała bezpośredniego biletu, ale tylko do Katowic, a tam będę miała długi postój i kupie już tzw. bilet weekendowy (trochę tańszy). Niestety pociąg się spóźnił i w momencie kiedy chowałam bilet do torebki usłyszałam, że mój podmiejski odjeżdża już z peronu, biegłam jak tylko mogłam najszybciej i bez zastanowienia skoczyłam do ruszającego pociągu… a była to podmiejska kolejka elektryczna, gdzie drzwi zamykają się automatycznie. Udało mi się tylko jedną nogę włożyć do środka a druga wraz z całą pozostałością została na schodkach rozpędzającej się kolejki. Jedną ręką trzymałam się poręczy a druga tak mi się zacisnęła, że pomimo wkręcenia w koła paska od torebki i dużej torby obie ocalały prawie w całości. Taka kolejka rusza szybko więc zarzuciło mną do tyłu i już nie stałam jedną nogą na schodkach, ale wisiałam uczepiona  wąskiej poręczy. Koszmarne przeżycie. Wiem, że ostatnią myślą (jak mi się wówczas wydawało) było to, że się nie zgadzam z tak bezsensowną śmiercią. Tę myśl powierzyłam oczywiście Bogu. I wtedy pociąg zaczął hamować. Okazało się, że jeden człowiek wszystko widział i to on wszczął alarm.  Potem już będąc na szkoleniu zamieszkałam w pokoju z kobietą, która kocha Pana Jezusa i niosła mi przez te dni pociechę (czytałyśmy razem biblię i się modliłyśmy).  Ktoś powie splot  okoliczności … ale,  przed wyjazdem miałam w szafie tylko jeden płaszcz i to jeszcze długi (taki do kostek). Mój mąż dosłownie zmusił mnie do zakupu krótkiej wygodnej kurtki. Pomyślcie czy gdybym pojechała w tym płaszczu mogłabym pisać dziś to świadectwo. Bóg czuwał nade mną, to wiem na pewno.  Zbyt wiele było wówczas okoliczności, o których można mówić, że to taki splot zdarzeń. Straciłam tylko 3 paski od toreb, spodnie (które były w strzępach) i ogromną przyjemność z jazdy pociągiem (do tamtego wydarzenia zawsze ten rodzaj podróży najbardziej mi odpowiadał).  Zyskałam pewność , aby wszystko powierzać Bogu (nasze troski i radości)….

     Pamiętając, że życie bywa trudne i nie na wszystkie pytania od razu dostajemy odpowiedzi zachęcam aby pamiętać o tym Słowie… Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu ………………… Fil. 4:6

             Sławka

Categories: Aktualności, Świadectwa

Comments are closed.

  • Historia KCHB w Koszalinie

  • Spotkania w zborze:

    Nabożeństwo - niedziela godz. 10:00

    Studium Słowa Bożego - wtorek godz. 18:30

    Modlitwa zboru - wtorek godz. 18:30

    Coffee House - czwartek godz. 18:00

    Grupy domowe - 7 dni w tygodniu

  • KCHB Koszalin

    ul. Podgrodzie 3-5, 75-240 Koszalin

    Nowy nr rachunku bankowego:
    03 1320 1830 3210 2547 2000 0001

    e-mail: baptyscikoszalin@gmail.com



  • „Imiona Boga”