To wydarzyło się wiele lat temu, dla mnie jednak do dziś stanowi ogromną tajemnicę jaką jest miłość Boga do nas – ludzi.

Zakładając rodzinę każdy ma jakieś swoje wyobrażenia na temat tego jak to będzie. Ja będąc młodą dziewczyną zawsze marzyłam, że będę posiadać potomstwo – nie potomka. Było dla mnie oczywiste, że jedno dziecko to za mało. Kiedy więc będąc już mężatką urodził mi się syn, od razu mężowi zapowiedziałam, że chcę mieć przynajmniej jeszcze jedno dziecko.  Mąż był zaskoczony ponieważ to stwierdzenie padło w momencie, kiedy nasz pierworodny był niemowlakiem, a wspomnienie ciężkiego porodu czymś w moim odczuciu bardzo nieprzyjemnym.

Dwa lata później okazało się, że spodziewam się drugiego dziecka. Oboje z mężem byliśmy szczęśliwi, pomimo mojego ogromnego strachu przed porodem. Problemy jednak zaczęły się dużo wcześniej. Był może 6-7 tydzień ciąży kiedy „coś” się ze mną zaczęło dziać niedobrego. Bóle w dolnej części brzucha, czasem tak dotkliwe że nie mogłam chodzić spowodowały moją wizytę u lekarza. Ponieważ był to początek lat 90-tych w większości gabinetów ginekologicznych, nie było tzw. USG. Mój położnik stwierdził więc, że może to być coś poważnego i zapisał penicylinę  krystaliczną w zastrzykach. Oczywiście jako osoba ufająca Bogu prosiłam o modlitwy cały Zbór, jak i sama zabiegałam przed Panem o swoje nienarodzone dziecko.  Jednak już po ostatnim zastrzyku nie tylko nic się nie zmieniło na lepsze, ale było coraz gorzej. Udałam więc się do (wówczas znanego – dyrektora pewnego szpitala) lekarza posiadającego w ówczesnym czasie najlepszy sprzęt. Pamiętam jak pewien brat usłużył swoim Fiatem 126 p i wraz z moim mężem zawieźli mnie do tego położnika. Diagnoza była dla mnie okrutna i bolesna – ciąża pozamaciczna. Jak ja wtedy płakałam, dla mnie był to wyrok. Jeszcze tego samego dnia znalazłam się w szpitalu gdzie przygotowywano mnie do zabiegu. Nim jednak to wszystko nastąpiło prosiłam mojego męża i brata, który nam towarzyszył aby wraz z całym Zborem modlili się o mnie, a że była to środa po południu, więc oni nie czekając  co będzie ze mną dalej, udali się na nabożeństwo.

 Idąc do sali operacyjnej czułam się jak skazaniec (bo chyba tak może czuć się ktoś kto jest zupełnie bezsilny w zaistniałej sytuacji). Zasadą jednak jest to, że przed samym zabiegiem powtarza się badanie. Nie zapomnę min lekarza i położnej, którzy towarzyszyli mi przy tym badaniu oraz ich komentarzy. Usłyszałam „niech pani zobaczy swoje dziecko”, to był maleńki człowiek ale jak najbardziej we właściwym miejscu.  Moje dzieciatko miało wówczas ok. 11 tygodni, ale posiadało wszystkie te elementy, które my w pełni ukształtowani ludzie posiadamy ( głowę, kończyny górne, dolne, korpus i …. bijące serce).  Bóg sprawił CUD bo moje maleństwo znalazło się na właściwym miejscu.  Co ciekawe od tego czasu aż do samego porodu nie odczuwałam już tych bóli, ale to nie jest koniec tej  historii. Do końca tj. aż do rozwiązania moi bracia i siostry w Jezusie ciągle modlili się o mnie, o moje nienarodzone dziecko i …. o szybki i lekki poród.  I tak się stało, pewnej nocy na trzy tygodnie przed planowanym porodem, kiedy mój mąż był w pracy,  moi wspaniali teściowie dopiero co odeszli z tego świata, a moja mama wyjechała, nagle bez ostrzeżenia odeszły mi wody. Co powinna zrobić będąc sama w domu tylko z 2,5 letnim synkiem, bez telefonu wierząca kobieta? Wiem, pomyśleliście modlić się. I macie rację, ale też skorzystać z książek (jeśli takie są pod ręka ) o porodzie, i postępować według tych wskazówek. Ja tak zrobiłam ponieważ poród już się zaczął (jak stwierdził badający mnie później lekarz w szpitalu był to tzw. poród chodnikowy). Wiecie nigdy wcześniej  ani później nie czułam tak mocno i namacalnie obecności Bożej jak właśnie rodząc moje drugie dziecko. Nie jestem tego w stanie opowiedzieć, to tak jakby całe niebo było przy mnie (bez względu na to jakkolwiek dziwnie to brzmi). Urodziłam szybko, sama, bez powikłań pięknego, zdrowego syna, który właśnie w tym miesiącu kończy 18 lat. Niech Bogu będzie chwała za jego miłość i łaskę, jaką okazał mi, pozwalając przejść przez te doświadczenia ze Swoją pomocą.  Niech dalej błogosławi mojemu synowi i niech Go strzeże. Jestem Mojemu Zbawicielowi wdzięczna za obu moich synów, ponieważ oboje są dla mnie darem od Boga.

….gdybym knuł cos niegodziwego w sercu moim, Pan nie byłby mnie wysłuchał, lecz Bóg mnie wysłuchał, zwrócił uwagę na modlitwę moją. Błogosławiony Bóg, który nie odrzucił modlitwy mojej i nie odmówił mi Swojej łaski… Ps.66: 18-20

Categories: Świadectwa

Comments are closed.

  • Historia KCHB w Koszalinie

  • Spotkania w zborze:

    Nabożeństwo - niedziela godz. 10:00

    Studium Słowa Bożego - wtorek godz. 18:30

    Modlitwa zboru - wtorek godz. 18:30

    Coffee House - czwartek godz. 18:00

    Grupy domowe - 7 dni w tygodniu

  • KCHB Koszalin

    ul. Podgrodzie 3-5, 75-240 Koszalin

    Nowy nr rachunku bankowego:
    03 1320 1830 3210 2547 2000 0001

    e-mail: baptyscikoszalin@gmail.com



  • „Imiona Boga”