Moje świadectwo, jaką modlitwa ma moc, chociaż nie rozumiemy dróg Pańskich.

To zdarzyło się wiele lat temu, gdy w naszym kraju dopiero, co skończył się ustrój komunistyczny. Mieszkałam wówczas ze swoim mężem i maleńkim synkiem w tzw. mieszkaniu kwaterunkowym.

To były mieszkania, w których wspólny przedpokój, łazienkę i kuchnię dzieliły ze sobą rodziny w żaden sposób niespokrewnione. To, co działo się w tym domu trudno jest w krótkim świadectwie opowiedzieć, ot wieczne libacje alkoholowe, ciągle kręcący się obcy ludzie po domu, głośna muzyka nawet o 4 rano, niewyłączony gaz w kuchni, tłuczenie mebli, dokuczanie to zbyt łagodne słowo, aby określić nieustanne nękanie nas. Jeszcze dzisiaj na wspomnienie tamtego okresu mam skurcz żołądka. Zdarzało się, że późno w nocy pakowałam naszego synka i uciekałam z domu. Ile modlitw, próśb skierowałam wówczas do Boga, to tylko On wie. Niestety przez kilka lat nic się nie zmieniało. Płakałam przed  Panem, wylewałam swą duszę, ale miałam wrażenie, że to nie dociera do mojego Ojca. I oto pewien starszy brat opuszczał swoją suterenę, w której przez wiele lat mieszkał. Zaproponował On mojemu mężowi, że Go w niej zamelduje. Jakże się cieszyliśmy z tego, dla nas to była odpowiedź Boża. To nic, że z podwórka wchodziło się od razu do kuchni, to nic, że do łazienki wchodziło się z kuchni, to nic, że okna wychodziły na śmietnik (ok. 0,5 m), to nic, że stare, mury pękające. Dla nas było wspaniałe. Zaczęliśmy, więc remont, malowanie boazeria itp. I pewnego dnia po przyjściu do naszego „wymarzonego gniazdka” zastaliśmy zmienione zamki, zabrano cały nasz sprzęt i wymeldowano (bez wcześniejszego poinformowania) mojego męża. Kto to zrobił? Urzędnik, któremu prawo na to pozwalało. Nie macie pojęcia, jak wówczas nie rozumiałam Bożego planu, i jak bardzo miałam żal do Boga o to, że nawet takiego mieszkania nie może nam dać. To, co wtedy się działo w mojej duszy można określić jednym słowem – rozpacz. Wkrótce jednak Duch Święty dał mi dziwną myśl, aby mój mąż szybko zameldował się u swoich rodziców. Tak też uczynił, trzy tygodnie później w odległości pięciu dni pochowaliśmy moich teściów. Kolejne doświadczenie i rozpacz. Bóg był cały czas z nami. Skąd to wiem, bo mocno nas trzymał w swoich dłoniach, byliśmy dla siebie (ja i mój mąż) pociechą, wspierając się właśnie modlitwą i Żywym Słowem Bożym. Wkrótce potem urodził się nasz drugi syn (kolejny cud modlitwy, – ale o tym innym razem) i mogliśmy dokonać takiej zamiany mieszkań, że dziś mamy wspaniałe własne mieszkanko, po którym nikt nam (po za nami samymi) nie „spaceruje”. Nasze okna wychodzą na „NIEBO”, a ja za każdym razem Bogu dziękuję, że On widział, co będzie za zakrętem i nie pozwolił nam zamieszkać w tamtej suterenie, przy której wybudowano pub. … Wiedzcie, że cudownie okazał mi Pan łaskę, że Pan słyszy, gdy do Niego wołam… (PS.4:4)

Sławka

Categories: Świadectwa

Comments are closed.

  • Historia KCHB w Koszalinie

  • Spotkania w zborze:

    Nabożeństwo - niedziela godz. 10:00

    Studium Słowa Bożego - wtorek godz. 18:30

    Modlitwa zboru - wtorek godz. 18:30

    Coffee House - czwartek godz. 18:00

    Grupy domowe - 7 dni w tygodniu

  • KCHB Koszalin

    ul. Podgrodzie 3-5, 75-240 Koszalin

    Nowy nr rachunku bankowego:
    03 1320 1830 3210 2547 2000 0001

    e-mail: baptyscikoszalin@gmail.com



  • „Imiona Boga”